Czytając ciałem

Co dzieje się między nami podczas sesji biodynamicznej?O rezonansie somatycznym, współregulacji i cichym języku ciała.Czasem podczas sesji zauważam, że coś zaczyna ściskać mnie w gardle. Albo że w klatce piersiowej robi mi się nagle ciężko.Nie mówię wtedy od razu, co czuję. Pytam raczej:„Co zauważasz teraz w swoim ciele?”Bywa, że po chwili klientka opisuje coś bardzo …

Ewa Woch-Dolewska
Ewa Woch-Dolewska

Jestem certyfikowaną terapeutką biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej.

Co dzieje się między nami podczas sesji biodynamicznej?

O rezonansie somatycznym, współregulacji i cichym języku ciała.

Czasem podczas sesji zauważam, że coś zaczyna ściskać mnie w gardle. Albo że w klatce piersiowej robi mi się nagle ciężko.

Nie mówię wtedy od razu, co czuję. Pytam raczej:

„Co zauważasz teraz w swoim ciele?”

Bywa, że po chwili klientka opisuje coś bardzo podobnego. Ucisk w gardle. Ciężar w piersi. A kiedy później jej o tym mówię, patrzy na mnie z lekkim niedowierzaniem. Bo jak to możliwe, że coś poczułam, zanim ona zdążyła to nazwać?

Czy to intuicja? Przypadek? A może jakaś czarna magia?

Nie potrzebujemy nadprzyrodzonych wyjaśnień, by przyjrzeć się temu, co wydarza się między dwojgiem ludzi. Nasze ciała nie pozostają obojętne na obecność drugiego człowieka. Odbierają sygnały, reagują, dostrajają się. Czasami, zanim jeszcze znajdziemy słowa, coś w nas już się porusza.

Ciało mówi. I słucha. I dostraja się.

Ale czy zawsze wiemy, co nam mówi? I czy to, co odczuwamy w sobie, rzeczywiście należy do drugiej osoby?

W tym artykule chcę opowiedzieć Ci o rezonansie somatycznym, współregulacji i neurobiologii relacji. O tym, co wiemy dzięki badaniom, ale także o tym, czego wciąż nie potrafimy jednoznacznie wyjaśnić.

I o tym, co dzieje się między dwojgiem ludzi, kiedy jedno z nich jest gotowe słuchać drugiego nie tylko uszami, ale całym sobą.

Zestrojenie, czyli jak nasze ciała odpowiadają na obecność drugiego człowieka

W biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej nie pracuję „nad Tobą”. Nie próbuję narzucać Twojemu ciału zmiany ani korygować go według własnego wyobrażenia.

Towarzyszę temu, co w Twoim ciele już się dzieje — tak, jakbyśmy razem słuchały bardzo cichej, ale prawdziwej melodii.

Kiedy wchodzimy w kontakt, nasze organizmy mogą zacząć na siebie wzajemnie odpowiadać.

Nieustannie odbieramy subtelne sygnały płynące od innych ludzi: ton głosu, tempo oddechu, mimikę, ruch, napięcie mięśni, sposób bycia. Wiele z tych informacji przetwarzamy poza świadomą uwagą.

Neurobiologia i psychologia opisują procesy wzajemnego dostrajania się ludzi, a także współregulację — sytuacje, w których obecność i zachowanie jednej osoby wpływają na sposób regulowania emocji i pobudzenia drugiej.

Badania nad parami terapeuta–klient pokazują, że w trakcie spotkania może dochodzić do synchronizacji niektórych reakcji fizjologicznych: rytmu serca, oddechu czy przewodnictwa skóry. Nie oznacza to jednak, że dwoje ludzi odczuwa wtedy to samo ani że ich układy nerwowe działają identycznie.

Można powiedzieć, że dwoje ludzi, którzy są w uważnym kontakcie, zaczyna czasami „nadawać na tej samej fali”.

Rezonans somatyczny, czyli kiedy moje ciało odpowiada na kontakt z Twoim

Podczas sesji zdarza mi się zauważyć w swoim ciele odczucia, których chwilę wcześniej nie było.

Czasem jest to napięcie w gardle, ciężar w klatce piersiowej, innym razem delikatny ruch w brzuchu, ciepło albo zmiana oddechu.

W pracy z ciałem nazywamy to rezonansem somatycznym. To pojęcie z praktyki terapeutycznej, a nie termin neurobiologiczny. W literaturze klinicznej podobne zjawisko opisuje się jako empatię somatyczną (pisała o niej m.in. Babette Rothschild) albo somatyczne przeciwprzeniesienie.

Nie zawsze wiem, skąd przychodzą te odczucia. I nie muszę wiedzieć.

W neurobiologii istnieje pojęcie interocepcji — zdolności odczuwania i interpretowania sygnałów płynących z wnętrza własnego organizmu. To dzięki niej możemy zauważać bicie serca, napięcie, głód, ciężar, ciepło czy zmiany w oddechu.

Nasze wewnętrzne doznania mogą zmieniać się również pod wpływem relacji z drugim człowiekiem.

Czasami reagujemy na subtelne sygnały, których nawet świadomie nie rozpoznajemy. Nie oznacza to jednak, że potrafimy bezpośrednio odczytać cudze emocje lub doświadczenia zapisane w ciele.

To, co czuję w swoim ciele, jest przede wszystkim moim doświadczeniem.

Może być związane z tym, co dzieje się między nami. Może być reakcją na Twoją obecność. Może również wynikać z mojej własnej historii, emocji czy procesów fizjologicznych.

Wiem też, jak łatwo tu o pomyłkę. Gdybym powiedziała: „Czuję ucisk w gardle, czy Ty też?”, Twoja uwaga od razu powędrowałaby do gardła. A kiedy kierujemy uwagę na jakieś miejsce w ciele, prawie zawsze coś tam znajdujemy.

Do tego pamięć lubi trafienia. Zapamiętujemy chwile, w których nasze odczucia się spotkały, a zapominamy te, w których każda z nas czuła coś zupełnie innego.

Dlatego nie traktuję swoich odczuć jako gotowej odpowiedzi na pytanie o to, co dzieje się w Tobie. Najpierw pytam otwarcie i pozwalam Ci odnaleźć własną odpowiedź.

Moje odczucia są raczej zaproszeniem do jeszcze uważniejszego słuchania.

Nie musimy od razu wiedzieć ani rozumieć. Możemy po prostu pozostać przez chwilę z tym, co się pojawia.

Co słyszą dłonie

Jest też coś bardzo prostego, o czym łatwo zapomnieć, kiedy szukamy niezwykłych wyjaśnień.

Podczas sesji moje dłonie spoczywają na Twoim ciele. Przez dotyk docierają do mnie dziesiątki informacji: rytm i głębokość oddechu, chwile, w których oddech się zatrzymuje, napięcie tkanek, przełykanie, ciepło, drobne ruchy. Większość z nich rejestruję, zanim zdążę je świadomie nazwać.

Do tego dochodzi coś, co psychologia opisuje jako mimikrę. Bezwiednie dopasowujemy oddech, postawę i napięcie mięśni do osoby, z którą jesteśmy w kontakcie. Jeśli Twój oddech na chwilę się zatrzymuje, mój może zrobić to samo. I wtedy rzeczywiście mogę poczuć coś w gardle albo w klatce piersiowej.

Nie odbiera to tym chwilom głębi. Pokazuje raczej, jak bardzo jesteśmy dla siebie nawzajem czytelne — nawet bez słów.

Czy neurony lustrzane pomagają nam się rozumieć?

Być może słyszałaś o neuronach lustrzanych — komórkach nerwowych, które aktywują się zarówno wtedy, gdy wykonujemy jakiś ruch, jak i wtedy, gdy widzimy, jak robi go ktoś inny. Odkryto je u małp. U ludzi dowody na ich istnienie są w większości pośrednie.

Badania sugerują, że ten układ może mieć udział w rozumieniu cudzych działań. Ale neurony lustrzane dotyczą przede wszystkim ruchu. Tymczasem to, o czym tu piszę, to odczucia z wnętrza ciała.

Bliżej tego doświadczenia są badania nad empatią wobec bólu. Kiedy widzimy, że bliska osoba cierpi, w naszym mózgu aktywują się częściowo te same obszary, które odpowiadają za emocjonalną stronę własnego bólu. Nie czujemy wtedy jej bólu. Ale coś w nas odpowiada na niego tym samym językiem.

To również nie jest mechanizm, który pozwala bezpośrednio odczytywać cudze myśli, emocje czy doznania cielesne.

Nasza zdolność do współodczuwania jest znacznie bardziej złożona. Uczestniczą w niej różne procesy neuronalne, wcześniejsze doświadczenia, uwaga, interpretacja sygnałów społecznych oraz świadomość własnego ciała.

Kiedy więc podczas sesji pojawia się we mnie odczucie podobne do tego, które opisuje klientka, nie potrafię wskazać jednego mechanizmu, który za to odpowiada.

Mogę natomiast uznać, że ludzkie organizmy są głęboko wrażliwe na relację.

I że wiele z tego, co wydarza się między nami, pozostaje poza słowami.

Czy to znaczy, że biorę coś od Ciebie?

Nie. Nie rozumiem tego jako przejmowania Twoich emocji ani wchłaniania Twoich trudności.

To świadome współodczuwanie, ale z zachowaniem granic.

Moje ciało może na chwilę coś poczuć, ale pozostaję przy sobie.

To bardzo ważne.

Bo gdybym każdemu swojemu odczuciu przypisywała znaczenie związane z Tobą, mogłabym zacząć nieświadomie narzucać Ci własną interpretację.

A w biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej nie o to chodzi.

Nie jestem tutaj po to, by wiedzieć lepiej od Ciebie, co dzieje się w Twoim ciele.

Jestem po to, by stworzyć przestrzeń, w której możesz coraz pełniej rozpoznawać własne doświadczenie.

Czasem moje odczucie pozostanie tylko moje, czasem stanie się początkiem wspólnej rozmowy, a czasem zostawimy to bez słów.

Bezpieczeństwo i współregulacja — dlaczego obecność drugiego człowieka ma znaczenie?

Czy zdarzyło Ci się kiedyś poczuć spokój tylko dlatego, że obok była osoba, przy której mogłaś być sobą?

Nie musiała niczego tłumaczyć. Nie musiała dawać rad ani szukać rozwiązania.

Po prostu była.

Obecność drugiego człowieka może wpływać na nasze emocje, pobudzenie i zdolność do radzenia sobie z trudnymi doświadczeniami.

W psychologii i neurobiologii zjawisko wzajemnego wspierania regulacji emocjonalnej i fizjologicznej nazywane jest współregulacją.

Piękną ilustracją jest badanie Jamesa Coana. Kobiety, które spodziewały się łagodnego wstrząsu elektrycznego, trzymały za rękę męża, obcą osobę albo nikogo. Kiedy trzymały dłoń męża, ich mózg reagował na zagrożenie najsłabiej — i to tym słabiej, im lepsza była ich relacja. Dłoń obcej osoby też pomagała, ale mniej.

Jednym z podejść, które podkreśla znaczenie odczuwanego bezpieczeństwa i kontaktu społecznego, jest teoria poliwagalna Stephena Porgesa.

Zgodnie z tą koncepcją układ nerwowy nieustannie przetwarza sygnały związane z bezpieczeństwem i zagrożeniem, również poza naszą świadomą uwagą. Porges nazywa ten proces neurocepcją.

Warto jednak wiedzieć, że neurofizjologiczne założenia teorii poliwagalnej są mocno kwestionowane. Część badaczy, m.in. Paul Grossman, wskazuje, że niektóre z nich stoją w sprzeczności z danymi z anatomii porównawczej i fizjologii. Dotyczy to na przykład tezy, że brzuszny kompleks nerwu błędnego występuje wyłącznie u ssaków.

Dlatego korzystam z tej teorii jak z mapy, która pomaga rozumieć doświadczenie bezpieczeństwa, a nie jak z dowiedzionego opisu fizjologii.

Niezależnie od tej dyskusji badania nad relacjami i regulacją emocji pokazują, że kontakt z drugim człowiekiem może mieć istotne znaczenie dla naszego samopoczucia i reakcji na stres.

Nie każda bliskość przynosi jednak ukojenie.

Czasem dotyk, cisza czy powolność mogą budzić napięcie. Czasem ciało potrzebuje większego dystansu, ruchu albo przerwy.

Dlatego w mojej pracy tak ważne są zaufanie, uważność i szacunek dla granic.

Nie zakładam, że Twoje ciało powinno się rozluźnić. Nie oczekuję też określonej reakcji.

Pozostaję otwarta na to, co w danym momencie jest dla Ciebie możliwe.

Czasami będzie to głęboki spokój. Czasami poruszenie. A czasem po prostu zauważenie czegoś, co wcześniej pozostawało poza Twoją świadomością.

Każde z tych doświadczeń zasługuje na uważność.

To nie magia, lecz relacja

To, że czasem czuję coś w gardle, klatce piersiowej czy brzuchu, nie musi być nadprzyrodzonym zjawiskiem.

Część tego potrafimy wyjaśnić: dotyk, oddech, bezwiedne dostrajanie się ciał. Część pozostaje aspektem złożonego doświadczenia spotkania dwóch osób — ich ciał, układów nerwowych, uwagi i emocji.

Nie wszystko potrafimy jeszcze wyjaśnić. Nie każdy proces ma jednoznaczną interpretację.

Ale nie musimy wiedzieć wszystkiego. Najważniejsze w tej terapii jest samo doświadczenie.

Zestrojenie to nie dar „wybranych”, lecz efekt praktyki obecności

W biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej uczymy się nie tylko sposobów kontaktu z tkankami czy strukturami ciała.

Uczymy się przede wszystkim obecności.

A ta rozwija w nas zdolność do:

  • słuchania drugiego człowieka bez potrzeby natychmiastowego „robienia” czegokolwiek,
  • zauważania własnych reakcji cielesnych i emocjonalnych,
  • pozostawania otwartą na to, co jeszcze niewypowiedziane, bez zakładania, że znamy jego znaczenie,
  • regulowania siebie, by nie wchodzić w proces klientki ze swoimi historiami i interpretacjami,
  • współbrzmienia z drugą osobą bez utraty własnych granic.

Niektórzy terapeuci rozwijają tę wrażliwość bardzo wcześnie, niemal intuicyjnie. Inni pogłębiają ją przez lata praktyki, superwizji i pracy ze sobą.

Ale sama wrażliwość nie wystarcza.

Ważna jest również umiejętność odróżniania tego, co rzeczywiście wiemy, od tego, co jedynie przeczuwamy.

Od czego zależy jakość obecności terapeuty?

Od tego, czy potrafi zatrzymać się i słuchać naprawdę.

Czy rozpoznaje własne napięcia, emocje i historie, które mogą wpływać na sposób odbierania drugiej osoby.

Czy potrafi pozostać z własnym odczuciem, nie uznając go automatycznie za doświadczenie klientki.

Czy umie pytać tak, by nie podsuwać odpowiedzi.

Czy umie być w kontakcie z tym, co pojawia się między nimi, bez przedwczesnego interpretowania.

I wreszcie — czy potrafi pozostać w łagodności.

Nie spieszyć się, nie interpretować, nie wyprzedzać procesu.

Ta postawa jest mi szczególnie bliska w nauczaniu Franklyna Sillsa, jednego z ważnych twórców współczesnego podejścia biodynamicznego.

Sills opisuje pracę terapeutyczną opartą na orientacji na zdrowie, obecności i rozpoznawaniu wewnętrznych procesów organizujących, zamiast narzucania organizmowi zewnętrznego planu zmiany.

W tym rozumieniu terapeuta nie jest kimś, kto wie, dokąd ciało powinno zmierzać.

Rolą terapeuty w tym podejściu jest słuchanie ciała, zaufanie jego mądrości i stworzenie bezpiecznej przestrzeni i relacji. 

Kiedy dwoje ludzi słucha tej samej melodii

Lubię myśleć o kontakcie terapeutycznym jak o wspólnym słuchaniu muzyki.

Nie gramy na tym samym instrumencie. Nie słyszymy dokładnie tych samych dźwięków. Każda z nas wnosi do spotkania własny rytm, własną historię i własne doświadczenie.

A jednak czasami pojawia się między nami szczególne zestrojenie.

Nie musimy go wymuszać.

Nie musimy go nawet nazywać.

Możemy pozwolić mu być.

Z czasem terapeuta staje się nie tylko osobą posługującą się określoną metodą, ale kimś, kto potrafi świadomie uczestniczyć w relacji — obecnej, uważnej i otwartej na to, co się wydarza.

W biodynamice mówimy również o polu relacyjnym — przestrzeni spotkania, w której doświadczamy wzajemnej obecności. To pojęcie opisujące sposób rozumienia relacji w tym podejściu, nie zaś odrębne pole fizyczne potwierdzone przez neurobiologię.

Wraz z liczbą sesji, które daję, coraz bliższej mi do podejścia, że nie najważniejsze jest to, co ja poczuję w Twoim ciele, ani to jak będę próbowała to nazwać. Najważniejsze jest to, co Ty sama będziesz mogła w sobie odkryć, poczuć, doświadczyć.

I właśnie do takiego spotkania ze sobą zamą zapraszam Cię w Przestrzeniach Ciała.

Ewa