O pełni, która zawsze w nas jest

W każdym z nas jest coś, co czeka, by zostać ujawnione, odkryte, zobaczone.Nie stworzone od początku, nie sztucznie wykreowane.W biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej nie „rzeźbimy” człowieka.Nie naprawiamy go. Nie tworzymy od nowa.Nie korygujemy natury.Kiedy myślę o tym, co robimy jako terapeuci, przypomina mi się opowieść przypisywana Michałowi Aniołowi, który mówił, że nie rzeźbi aniołów, lecz uwalnia …

Ewa Woch-Dolewska
Ewa Woch-Dolewska

Jestem certyfikowaną terapeutką biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej.

W każdym z nas jest coś, co czeka, by zostać ujawnione, odkryte, zobaczone.
Nie stworzone od początku, nie sztucznie wykreowane.

W biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej nie „rzeźbimy” człowieka.
Nie naprawiamy go. Nie tworzymy od nowa.
Nie korygujemy natury.

Kiedy myślę o tym, co robimy jako terapeuci, przypomina mi się opowieść przypisywana Michałowi Aniołowi, który mówił, że nie rzeźbi aniołów, lecz uwalnia je z marmuru. Że one tam zawsze były, a on po prostu pozwolił im się ujawnić.

Ta metafora jest bliska pracy z ciałem.
Nasza praca jest słuchaniem.
Jest obecnością.
Jest tworzeniem warunków, w których to, co ukryte, może zacząć się wyłaniać.

Pod warstwami napięć, historii i doświadczeń nieustannie obecny jest pierwotny wzorzec zdrowia. Nawet kiedy trudno nam go odczuć, nie przestaje istnieć, nie znika. Nasze doświadczenia pozostawiają ślady w sposobie, w jaki ciało organizuje napięcie, ruch i ochronę. Często nazywamy to pamięcią ciała.

W sprzyjających warunkach utrwalone wzorce napięć mogą zacząć się zmieniać, a ciało odnajdywać nowe możliwości organizacji. Jakby przypominało sobie głębszy porządek, który zawsze był w nim obecny.
To proces, który dzieje się sam — jakby ciało krok po kroku przypominało sobie własną, pierwotną organizację. Czasem to przypominanie sobie potrzebuje więcej czasu i ciszy, na co dzień zagłuszonej opowieściami umysłu i historiami z zewnątrz.

Pracując z ciałem drugiego człowieka uczymy się milknąć wobec tej pełni.
Oddychamy z nią. Orientujemy się na środek.
Nie wchodzimy z planem zmiany.
Wchodzimy z otwartością na słuchanie, towarzyszenie, ujawnienie.

Tak jak anioł ukryty w marmurze, tak i zdrowie, spokój, oddech – one już tam są.
Nie do „zrobienia”. Do ujawnienia.

W Przestrzeniach Ciała nie naprawiam Ciebie. Nie mam swojej koncepcji „jak ma być”. Nie mówię, jak „wrócić do siebie”, bo tak naprawdę nigdzie nie odeszłaś. Po prostu czasem czucie siebie nie było możliwe. Lub nie było bezpieczne.

Tworzę przestrzeń, w której to, co już w Tobie jest, będzie mogło zacząć się poruszać. Odżywać. Żyć.

I właśnie do takiej przestrzeni Cię zapraszam.

Ewa