Ciało pamięta

O tym, jak doświadczenia kształtują nasz układ nerwowy W biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej (BTCK) często mówimy, że „ciało pamięta”.To zdanie brzmi jak poetycka metafora. I w pewnym sensie nią jest. Ale kryje się za nim również coś, co współczesna neurobiologia pozwala nam coraz lepiej rozumieć.Nasze doświadczenia, szczególnie te związane z silnym stresem, lękiem czy poczuciem zagrożenia, mogą …

Ewa Woch-Dolewska
Ewa Woch-Dolewska

Jestem certyfikowaną terapeutką biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej.

O tym, jak doświadczenia kształtują nasz układ nerwowy 

W biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej (BTCK) często mówimy, że „ciało pamięta”.

To zdanie brzmi jak poetycka metafora. I w pewnym sensie nią jest. Ale kryje się za nim również coś, co współczesna neurobiologia pozwala nam coraz lepiej rozumieć.

Nasze doświadczenia, szczególnie te związane z silnym stresem, lękiem czy poczuciem zagrożenia, mogą pozostawiać trwały ślad w sposobie, w jaki funkcjonuje układ nerwowy.

Nie chodzi o dosłowne przechowywanie wspomnień w mięśniach czy powięzi, lecz że organizm uczy się reagować. Zapamiętuje, co kiedyś oznaczało niebezpieczeństwo, kiedy należało się wycofać, zatrzymać, walczyć albo ukryć własne emocje.

Niektóre z tych reakcji mogą powracać wiele lat później — nawet wtedy, gdy okoliczności naszego życia są już zupełnie inne.

Czasami rozpoznajemy je jako napięcie w ciele. Czasami jako trudność w wyrażaniu emocji, nadmierną czujność albo potrzebę nieustannego kontrolowania otoczenia.

To, co kiedyś pomagało nam przetrwać trudne doświadczenie, z czasem może stać się ograniczeniem.

W pracy biodynamicznej spotykamy się z człowiekiem, który niesie swoją historię również poprzez sposób odczuwania i reagowania. Naszym celem nie jest jednak wydobywanie tej historii czy „naprawianie” jej. Jesteśmy z człowiekiem w tym danym momencie wraz z tym, co się w jego ciele wyraża tu i teraz. Z pokorą, cierpliwością i głębokim szacunkiem dla mądrości organizmu.

Co to znaczy, że ciało pamięta?

Kiedy doświadczamy silnego stresu lub zagrożenia, w naszym organizmie uruchamiają się mechanizmy ochronne.

Zmienia się rytm serca i oddechu, napięcie mięśniowe, sposób kierowania uwagi. Układ nerwowy przygotowuje nas do odpowiedzi na sytuację, którą rozpoznaje jako niebezpieczną.

Możemy odczuwać impuls do walki, ucieczki, znieruchomienia lub wycofania.

Nie są to wyłącznie świadome decyzje. Wiele reakcji obronnych uruchamia się automatycznie, zanim zdążymy zrozumieć, co właściwie się wydarzyło.

Szczególnie istotne mogą być doświadczenia wczesnodziecięce, kiedy dopiero rozwijają się nasze zdolności regulowania emocji i radzenia sobie z napięciem.

Małe dziecko w dużej mierze potrzebuje obecności dorosłego, by odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Samoregulacji uczy się w relacji z opiekunem. 

Jeżeli wielokrotnie doświadcza odrzucenia, zawstydzenia czy braku odpowiedzi na swoje potrzeby, może stopniowo uczyć się określonych sposobów ochrony.

Na przykład tego, że lepiej nie płakać. Nie prosić. Nie okazywać złości. Nie zajmować zbyt wiele miejsca.

Z czasem takie reakcje mogą stać się niemal automatyczne.

Badania nad przywiązaniem opisują podobny mechanizm. Dzieci, których opiekunowie rzadko odpowiadają na ich niepokój, uczą się go nie okazywać. Na zewnątrz mogą wyglądać na spokojne, ale ich ciało nadal reaguje stresem.

Czyli co to znaczy, że ciało pamięta?  Możemy na to spojrzeć w ten sposób, że układ nerwowy ucząc się na podstawie doświadczeń, może utrwalać pewne sposoby przewidywania zagrożeń i odpowiadania na nie.

Neurobiologia nazywa to pamięcią niejawną (utajoną). Nie przypominamy sobie wtedy konkretnego wydarzenia, a mimo to reagujemy tak, jakbyśmy je pamiętały. Podobnie ciało pamięta, jak jeździć na rowerze, choć nie pamiętamy pierwszej lekcji.

Ciało nie tyle przechowuje całą naszą historię, ile może nadal reagować według wzorców ukształtowanych przez tę historię.

Przykład: „Nie płacz, bo mama się martwi”

Wyobraźmy sobie małą dziewczynkę, która często widzi zapłakaną mamę.

Przychodzi do niej z własnym smutkiem, ale zamiast pocieszenia słyszy, że jej smutek jest dla mamy ciężarem.

Mama, pogrążona w swoim bólu, mówi:

„Nie płacz teraz, proszę, nie dokładaj mi”.

Dziewczynka bardzo potrzebuje bliskości matki. Chce również ją chronić.

Stopniowo zaczyna więc powstrzymywać płacz.

Robi to raz, drugi, dziesiąty.

Z czasem może nauczyć się, że okazywanie smutku zagraża więzi. Że lepiej zatrzymać emocje, niż ryzykować utratę bliskości.

Nie musi świadomie podejmować takiej decyzji.

Jej sposób reagowania kształtuje się poprzez powtarzające się doświadczenia.

Być może jako dorosła kobieta nadal będzie miała trudność z płaczem przy innych. Może odczuwać napięcie w gardle, kiedy próbuje powiedzieć o swoich potrzebach. Może automatycznie powstrzymywać złość albo czuć się odpowiedzialna za emocje bliskich.

Psychologia nazywa takie odwrócenie ról parentyfikacją. Dziecko zaczyna troszczyć się o emocje rodzica, zamiast samo otrzymywać troskę.

Nie oznacza to, że każde napięcie w gardle jest śladem dziecięcego doświadczenia ani że z konkretnego objawu można odczytać jego przyczynę.

Ale historia relacji może wpływać na to, jak przeżywamy emocje i jakie reakcje pojawiają się w naszym ciele.

To, co kiedyś nas chroniło, teraz może stać się ograniczeniem.

A przecież dorosła kobieta nie jest już tą samą małą dziewczynką.

Ma inne możliwości, inne zasoby, inne relacje.

Jej układ nerwowy może jednak nadal uruchamiać dobrze znane sposoby reagowania.

I właśnie tutaj pojawia się przestrzeń na nowe doświadczenie.

Czy układ nerwowy może nauczyć się reagować inaczej?

Tak. Jedną z ważnych właściwości układu nerwowego jest neuroplastyczność — zdolność do zmieniania sposobu funkcjonowania pod wpływem doświadczeń i uczenia się.

Wzorce reakcji nie muszą pozostać niezmienne przez całe życie.

Nowe doświadczenia, bezpieczne relacje, świadome rozpoznawanie emocji i odpowiednio dobrana pomoc terapeutyczna mogą sprzyjać rozwijaniu innych sposobów reagowania.

Nie chodzi przy tym o wymazanie przeszłości.

Badania nad wygaszaniem lęku pokazują, że stary wzorzec zwykle nie znika. Obok niego powstaje nowe uczenie się, które z nim konkuruje. Dlatego dawne reakcje mogą wracać, zwłaszcza w stresie albo w okolicznościach przypominających te z przeszłości. Nie oznacza to jednak, że zmiana się nie udała.

Nasza historia pozostaje częścią nas, jednak może zmieniać się sposób, w jaki na nią odpowiadamy.

Kobieta, która przez lata powstrzymywała płacz, może stopniowo odkrywać, że dziś wolno jej okazywać smutek.

Ktoś, kto zawsze musiał pozostawać czujny, może zacząć zauważać chwile, w których nie musi już kontrolować wszystkiego.

Ktoś, kto nauczył się ignorować własne potrzeby, może powoli odzyskiwać zdolność ich rozpoznawania.

Nie zawsze dzieje się to szybko i jest łatwe, jednak możliwość zmiany jest zawsze..

Jak rozumiemy te procesy w biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej?

W biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej nie patrzymy na ciało wyłącznie przez pryzmat napięć, objawów czy historii trudnych doświadczeń.

Orientujemy się również na zdrowie.

Franklyn Sills opisuje zdrowie jako fundamentalną zasadę organizującą, która w rozumieniu biodynamicznym pozostaje obecna nawet wtedy, gdy organizm doświadcza ograniczeń, bólu czy utrwalonych wzorców ochronnych.

W tradycji wywodzącej się od Williama Garnera Sutherlanda tę głębszą zasadę życia i organizacji określa się mianem Oddechu Życia — Breath of Life.

Jest to pojęcie należące do filozofii i modelu biodynamicznego, a nie potwierdzony przez współczesną neurobiologię odrębny mechanizm fizjologiczny.

W praktyce oznacza ono dla mnie szczególną postawę wobec człowieka.

Nie muszę wiedzieć, co dokładnie należy zmienić.

Nie muszę odnajdywać źródła każdego napięcia ani doprowadzać do uwolnienia konkretnej emocji.

Mogę pozostać obecna i uważna, z szacunkiem dla tego, co organizm ujawnia w danym momencie.

Podczas sesji pracuję poprzez delikatny kontakt i słuchanie ciała, orientując się na jego zasoby oraz procesy opisywane w tradycji biodynamicznej.

W tym podejściu istotna jest również percepcja subtelnych rytmów, określanych jako przejawy Pierwotnego Oddychania. Należy jednak odróżniać ten model od naukowo ustalonej fizjologii krążenia płynu mózgowo-rdzeniowego. Badania nie potwierdziły też, że różni terapeuci wyczuwają te rytmy w zgodny sposób. Traktuję je więc jako doświadczenie terapeutki w ramach modelu, a nie jako pomiar.

Nie próbuję wymuszać rozluźnienia.

Nie zakładam, że napięcie powinno zniknąć ani że pojawiające się odczucie musi prowadzić do wspomnienia z przeszłości.

Pozwalam, by ciało klientki wyznaczało tempo spotkania.

To ono wskazuje, co w danym momencie staje się dostępne jej świadomości, z czym może pozostać i kiedy potrzebuje odpoczynku.

Kiedy ciało zaczyna mówić

Podczas sesji niektóre osoby doświadczają ciepła, drżenia, zmiany oddechu, spontanicznych ruchów czy głębokiego rozluźnienia.

Czasem pojawiają się emocje.

Czasem wspomnienia lub obrazy.

A czasem tylko cisza.

Nie muszą one oznaczać uwolnienia traumy ani konkretnej zmiany w autonomicznym układzie nerwowym.

Są przede wszystkim doświadczeniami, które warto przyjąć z uważnością, bez narzucania im znaczenia.

Bywa, że klientka po raz pierwszy od dawna zauważa, jak mocno zaciska szczęki. Albo że niemal nieświadomie wstrzymuje oddech, kiedy zaczyna mówić o czymś trudnym.

Czasem odkrywa, że może pozwolić sobie na łzy.

A czasem najważniejsze okazuje się coś pozornie bardzo prostego — możliwość powiedzenia: „Nie chcę teraz dotyku w tym miejscu”.

I doświadczenia, że jej granica została usłyszana.

Takie momenty mogą mieć osobiste znaczenie. Mogą wspierać poczucie sprawczości, kontakt z własnym ciałem i świadomość potrzeb.

Nie musimy interpretować ich jako dowodu, że organizm uwolnił dawną traumę. Czasami wystarczy zauważyć, że pojawiło się nowe doświadczenie.

Wzorzec nie znika od razu — samo zauważenie go jest już początkiem zmiany

Wzorce reakcji, które kształtowały się przez wiele lat, nie zawsze zmieniają się szybko.

Czasami przez długi czas nawet ich nie zauważamy.

Dopiero w określonych sytuacjach rozpoznajemy znajomy ścisk w gardle, napięcie brzucha, nagłą potrzebę wycofania albo impuls do przejęcia odpowiedzialności za innych.

I być może właśnie wtedy zaczyna pojawiać się coś nowego.

Chwila pomiędzy bodźcem a reakcją.

Moment, w którym zamiast automatycznie się zatrzymać, możemy zauważyć, co się z nami dzieje.

Nie zawsze od razu potrafimy odpowiedzieć inaczej.

Ale możemy zacząć rozpoznawać własny wzorzec.

A to już zmienia naszą relację z doświadczeniem.

W pracy z ciałem szczególnie bliska jest mi myśl, że nie musimy walczyć z mechanizmami ochronnymi.

One kiedyś czemuś służyły.

Były najlepszą dostępną odpowiedzią organizmu na określone okoliczności.

Nie trzeba ich zawstydzać, przełamywać ani usuwać siłą.

Można z ciekawością przyjrzeć się temu, przed czym próbowały nas ochronić.

I stopniowo odkrywać, czy dzisś nadal są potrzebne.

Ciało pamięta, ale potrafi też się uczyć

Kiedy mówię, że ciało pamięta, nie myślę o nim jak o archiwum, w którym każda emocja została zamknięta w określonej tkance.

Myślę o żywym organizmie, który przez całe życie uczy się odpowiadać na świat.

O układzie nerwowym, który potrafi chronić, ale także przystosowywać się i zmieniać.

I o człowieku, którego historia ma znaczenie, ale nie musi w pełni określać jego przyszłości.

W podejściu biodynamicznym towarzyszy nam przekonanie, że nawet pod warstwami utrwalonych reakcji pozostaje obecny potencjał zdrowia.

Nie oznacza to, że wystarczy dotyk, aby rozwiązać skutki traumy, ani że każda sesja prowadzi do trwałej zmiany wzorców nerwowych. Nie zostało to naukowo wykazane dla BTCK.

Przy trudnych doświadczeniach z dzieciństwa czy traumie praca z ciałem może towarzyszyć psychoterapii, ale jej nie zastępuje.

Jednak uważne spotkanie z własnym ciałem może być dla niektórych osób bardzo ważnym doświadczeniem.

Może stać się chwilą odpoczynku, dać możliwość zauważenia własnych granic i przestrzeń, w której nie trzeba niczego udowadniać, przyspieszać ani wymuszać.

Ciało pamięta, ale może również doświadczać czegoś nowego.

To, co kiedyś było raną, może z czasem stać się miejscem większej czułości i zrozumienia.

Dla mnie, jako terapeutki, jednymi z najbardziej poruszających chwil są te, w których widzę, jak ktoś zaczyna inaczej odnosić się do własnego ciała.

Już nie tylko przez napięcie, kontrolę czy konieczność wytrzymywania, lecz przez ciekawość, łagodność, obecność.

Czasami pojawia się ruch tam, gdzie wcześniej odczuwany był bezruch. Czasami przychodzi odpoczynek. A czasami rodzi się po prostu świadomość, że nie trzeba już odpowiadać na każdą sytuację tak samo, jak kiedyś.

I być może właśnie w tym zaczyna się coś bardzo ważnego – w odkryciu i doświadczeniu, że dzisiaj możemy już inaczej.